Drogi Widzu, podczas świadczenia usług przetwarzamy dostarczane przez Ciebie dane zgodnie z naszą Polityką RODO. Kliknij aby dowiedzieć się jakie dane przetwarzamy, jak je chronimy oraz o przysługujących Ci z tego tytułu prawach. Informujemy również, że nasza strona korzysta z plików cookies zgodnie z Polityką cookies. Podczas korzystania ze strony pliki cookies zapisywane są zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz wycofać zgodę na przetwarzanie danych oraz wyłączyć obsługę plików cookies, informacje jak to zrobić przeczytasz tutaj i tutaj. X
Kino Charlie
STRONA GŁÓWNA / REPERTUAR / ZAPOWIEDZI / WYDARZENIA / FESTIWALE / KINO / CENY BILETÓW / KONTAKT
FOTORELACJE / ZŁOTY GLAN / DLA SZKÓŁ / CHARLIE OUTSIDE / OPEN CINEMA / SKLEP / POLITYKA RODO

CZYTELNIA
Spis artykułów


Wywiad z Virginie Desarnauts i Laurentem Grevill

Virginie Desarnauts, to pani pierwsza rola filmowa.

V.D.: Tak, do tej pory grałam w telenowelach. To było to dla mnie wprowadzenie w arkana zawodu aktorskiego. Przy tej okazji zdałam sobie sprawę, że granie nie jest schematem, więc równolegle wzięłam lekcje aktorstwa.

Jak doszło do tego, że zaczęłaś pracować nad "Popatrz na mnie"?

V.D. Po pierwsze spotkałam Brigitte Moidon, kierowniczkę kastingu. Potem zrobiłam zdjęcia próbne z Agnes Jaoui, które trwały przez kilka miesięcy i pozwoliły mi doszlifować i przyswoić sobie rolę Karine. Im więcej czasu mijało, tym bardziej wchodziłam w rolę, tym bardziej "czułam się" Karine...

Laurent Grevill, pan już znał Agnes Jaoui...

L.G.: Agnes i ja spędziliśmy razem dwa lata w Teatre des Amandies w Nanterre, ale od czasu szkoły nie widzieliśmy się. To była miła niespodzianka, kiedy odezwała się do mnie w sprawie filmu. Zaprosiła mnie na zdjęcia próbne, czego zazwyczaj nie lubię robić - jestem zbyt skromny - ale z nią, to było inaczej. Wiedziałem, że mogę wykonywać swoją pracę. Przed nią nie bałem się popełnić błędu czy zrobić coś kiepsko.

Jaka była wasza reakcja po przeczytaniu scenariusza?

L.G.: Pomyślałem, że to jak zwierciadło. Można zobaczyć siebie poprzez wszystkie te postacie, tych Paryżan uwikłanych w swoje obawy i zdrady. A przede wszystkim natychmiast chce się zagrać rolę, kiedy scenariusz jest tak dobrze napisany.

V.D.: Szalenie mi się podobał. Już sam tytuł zarówno zaintrygował, jak zafascynował mnie. Co to znaczy żyć jak obraz? To zmusiło mnie do myślenia o tym, w jaki sposób ja istnieję - mogę być postrzegana jako grzeczna młoda dama, podczas gdy w rzeczywistości żyję pasją. Ale czyż nie dotyczy to nas wszystkich po trosze?

Co myślicie o postaciach, które gracie?

L.G.: Pierre jest najwyraźniej anty-bohaterem. Może nie zawsze postępuje wzorowo, ale jest ludzki. Filmowanie sprawiało mi tyle radości, że zapomniałem o tragicznej stronie tej historii. Kiedy grasz, zagłębiasz się w swoją postać, a tym samym nie dostrzegasz innych. Dopiero oglądając gotowy film można zrozumieć, jak to wszystko do siebie pasuje. Równie dobrze można nazwać ten film "Jak Góra Lodowa". Widzi się tylko maleńką cząstkę każdej z osób, ale pod powierzchnią są one szalenie skomplikowane. Z moją postacią też tak jest. Od razu rzuciło mi się to w oczy, kiedy zobaczyłem film. Wszystkich postaci dotyczy ta sama zasada: bohater chce postępować dobrze, a w końcu postępuje źle i na odwrót. W tej historii mężczyźni są trochę bardziej tchórzliwi. Poza Sebastianem, który jako jedyny ma odwagę stawić czoło Cassardowi. Taki jest duch młodości!

V.D.: Karine też jest odważna. Trudno podejrzewać, że ma taką siłę, ale na swój własny sposób ona pokazuje Cassardowi, gdzie jego miejsce. Uwielbiam ją i ciągle się nad nią zastanawiam. Wszyscy traktują tę kobietę, jakby nie istniała, a w rzeczywistości ma ona bogate życie emocjonalne i ogromną wrażliwość.

L.G.: To czyni twoją bohaterkę tak wzruszającą. Karine jest w pewnym sensie najbardziej uczciwa z nich wszystkich. Nawet jeśli wszyscy myślą, że jest idiotką, ona ma swoją pozycję i akceptuje to, że nie jest taka, jak oni.

V.D.: Dla mnie Karine wcale nie jest ofiarą Cassarda.

L.G.: Jedyną ofiarą Cassarda jest sam Cassard. W ogóle film przedstawia postacie, które są ofiarami samych siebie. Wszyscy oni zostali schwytani w pułapkę swoich marzeń. Ktoś chce być modelką, ktoś inny największym pisarzem, jeszcze ktoś śpiewaczką i nauczycielką... Takie przypadki widzi się codziennie.

Karin nie zachowuje się zbyt dyplomatycznie wobec Lolity...

V.D.: Cóż, nie wie, jak mogłaby to zrobić. Jej potrzeba zdobycia uznania jest taka, że ujawnia swoją miłość przez brak taktu. Emocje nie są czarno-białe. Pewne jest to, że Karina doskonale rozumie, jak dalece Lolita jest zagrożona pozostając w swojej relacji z ojcem.

Czy uważają państwo, że jest lekarstwo na samolubstwo Cassarda?

L.G.: Nigdy się nad tym nie zastanawiałem i nie dbam o to. Możliwości jest całe mnóstwo. Możemy sobie jedynie wyobrazić losy postaci kobiecych. Karine określa się przez sprzeciw. Sylvia wyjeżdża - dokąd, nie wiemy - ale ona wyjeżdża... do muzyki. Jeśli chodzi o Lolitę, wyrusza, żeby znaleźć Sebastiena, który czeka... aż ona go znajdzie. W tym filmie kobiety reagują silniej niż mężczyźni. Właśnie one podejmują decyzje. To mnie fascynuje w kobietach...

V.D.: Wydaje mi się, że Cassarda można uleczyć, bo nie mogę sobie wyobrazić, żeby ktoś pozostał tak niewzruszony. Jemu także brak miłości. Ostatecznie Cassard swoim zachowaniem nieustannie domaga się od innych, by wyznaczali mu granice.

Jak odbywało się kręcenie filmu?

L.G.: Agnes postanowiła nadać filmowi wymiar, jakiego wcześniej nie widziałem. W Nanterre, była naprawdę nieśmiała. Teraz stała się szalenie błyskotliwą, wrażliwą, dokładną i cierpliwą kobietą. Kiedy widziałem, jak kieruje całą ekipą filmową... cóż, nie każdy by to potrafił. Poznałem ją jako aktorkę, a teraz spotkałem ją znów jako autorkę scenariuszy, reżyserkę i aktorkę zarazem. Przyglądałem się temu wszystkiemu z wielkim podziwem. Nie powinna nigdy ustąpić ani o krok jeśli chodzi o scenariusz. To powinno być grane dokładnie tak, jak zostało napisane.

V.D.: Zdjęcia były wspaniałe! Dla mnie nowość stanowiła praca z ekipą złożoną z ludzi blisko ze sobą związanych... Od czasu do czasu bałam się trochę, bałam się, że nie będę w stanie temu sprostać, ale Agnes i Jean-Pierre bardzo szybko uspokoili mnie. Już samo to, jaka jest Agnes, sposób, w jaki słucha i patrzy na rzeczy działało na mnie stymulująco i dodawało mi odwagi.

L.G.: Miesiąc prób dobrze zrobił także samej Agnes, która przez ten czas odkrywała, jak ma reżyserować. Nie wiedzieliśmy, że wkrótce rozpoczną się zdjęcia. Pracować w ten sposób było luksusem. Mieliśmy czas, nikt nie wpadał w panikę. Dzięki temu wszystkiemu wytwarzały się wspaniałe fluidy.

Czy to, że Agnes wywodzi się ze środowiska teatralnego wpłynęło na sposób, w jaki prowadzi aktorów?

L.G.: Widać to nie w sposobie, w jaki prowadzi aktorów, ale w sposobie pisania. Istnieje pewien rygor właściwy scenariuszom teatralnym, logika, która powoduje, że wszystkie postacie odnajdują swoje miejsce. Tylko że sposobów odegrania dobrze napisanej sceny jest mnóstwo. W scenariuszu do "Popatrz na mnie" dostrzegam tę właśnie dyscyplinę pisarską. Nigdy nie pracowałem nad dialogami filmowymi w tak precyzyjny sposób. Ale to nie wyklucza spontaniczności, która jest absolutnie zasadnicza dla takiej jak ta opowieści o codziennym życiu.

Agnes Jaoui wycięła całkiem sporo scen, by ukończyć tę wersję filmu. Czy to zmieniło sposób, w jaki państwo postrzegają tę historię?

L.G.: Właściwie tak, istnieją pewne drobne różnice. Wątek opowieści o paczce przyjaciół został lekko przyćmiony przez odmalowanie indywidualnych przeznaczeń każdej z postaci. Część poświęcona kobietom jest równie ważna jak ta dotycząca mężczyzn. Sposób, w jaki wyobrażałem sobie ten film po przeczytaniu scenariusza, został zupełnie odświeżony. Logika i trajektorie wyznaczone postaciom pozostały nie zmienione. Ale czas uległ kondensacji. Akcja rozwija się szybko, co zostało wzmocnione przez muzykę.

A co powiedzą państwo na udział zespołu wokalnego w kręceniu filmu?

V.D.: Te trzy dni z udziałem zespołu wokalnego podziałały na mnie bardzo ożywczo. Muzyka obecna w tle dodaje mi energii i sądzę, że wszyscy czuli podobnie. Ostatnia scena, filmowana w kościele, jest bardzo piękna.

To jedyny moment duchowej wspólnoty pomiędzy bohaterami filmu...

V.D.: Tak, jest to możliwe dlatego, ponieważ zostali bezpośrednio poruszeni. To magia muzyki.

L.G.: A także dlatego, że jesteśmy w kościele i nie możemy rozmawiać ze sobą! To skrajne przeciwieństwo sceny posiłku, gdzie każdy eksponuje własne ego...

Rezerwacja biletów
Kupujesz bilet online? Możesz okazać go na telefonie, przed wejściem na salę

Szkoła w kinie
Nowe Horyzonty Edukacji Filmowej

e-Kino Charlie
Zaproœ Kino Charlie do domu

25 lat Kina Charlie
Tani poniedziałek
Œroda i Niedziela Seniora
Happy Hour
Charlie Kocha Kobiety
Klub Charliego
Filmowy box świąteczny
Sens życia

Cinergia

Ania Movie Charlie

Open Cinema
www.OpenCinema.pl
Zapraszamy do współpracy przy
organizacji kina letniego
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ

Łódź Kreuje

Subwencja
pfr


Przedsiębiorca uzyskał subwencję finansową w ramach programu rządowego "Tarcza Finansowa 2.0 oraz 6.0 Polskiego Funduszu Rozwoju dla Mikro, Małych i Średnich Firm", udzieloną przez PFR S.A.

pisf

Copyright 2024 © Kino Charlie - Wszelkie prawa zastrzeżone / Polityka RODO / Polityka Cookies