Drogi Widzu, podczas świadczenia usług przetwarzamy dostarczane przez Ciebie dane zgodnie z naszą Polityką RODO.
Kliknij aby dowiedzieć się jakie dane przetwarzamy, jak je chronimy oraz o przysługujących Ci z tego tytułu prawach.
Informujemy również, że nasza strona korzysta z plików cookies zgodnie z Polityką cookies.
Podczas korzystania ze strony pliki cookies zapisywane są zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
W każdej chwili możesz wycofać zgodę na przetwarzanie danych oraz wyłączyć obsługę plików cookies, informacje
jak to zrobić przeczytasz tutaj i tutaj.
Film Duke of Burgundy. Reguły pożądania zniewala nasze zmysły znacznie skuteczniej niż Pięćdziesiąt twarzy Greya. Opowieść o dwóch kobietach, które w domku na prowincji zabawiają się w panią i służącą, w fascynujący sposób łączy tajemniczość, seksualność i czarny humor. Nowy film Petera Stricklanda to równie imponujący popis filmowego rzemiosła, co zrealizowane przez niego kilka lat temu Berberian Sound Studio (13. NH). O ile jednak tamto dzieło stanowiło przewrotny hołd dla starych włoskich horrorów, o tyle Duke of Burgundy... finezyjnie i kapryśnie bawi się formułą dawnego kina erotycznego. Choć film niemal w każdej scenie emanuje seksualnym napięciem, na ekranie ani przez chwilę nie uświadczymy zupełnej nagości. Erotyzm pozostaje tu zaklęty przede wszystkim w wymyślnych kostiumach, które przygotowała znana ze współpracy z Peterem Greenawayem Andrea Flesch. Wystarczy rzut oka na wykorzystane w filmie gorsety i pończochy, by uświadomić sobie absurdalność komunału, że nie szata zdobi człowieka.