Drogi Widzu, podczas świadczenia usług przetwarzamy dostarczane przez Ciebie dane zgodnie z naszą Polityką RODO.
Kliknij aby dowiedzieć się jakie dane przetwarzamy, jak je chronimy oraz o przysługujących Ci z tego tytułu prawach.
Informujemy również, że nasza strona korzysta z plików cookies zgodnie z Polityką cookies.
Podczas korzystania ze strony pliki cookies zapisywane są zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
W każdej chwili możesz wycofać zgodę na przetwarzanie danych oraz wyłączyć obsługę plików cookies, informacje
jak to zrobić przeczytasz tutaj i tutaj.
Kontrowersyjny reżyser kontra kontrowersyjny prezydent. Trzykrotny zdobywca Oscara Oliver Stone w filmie „W.” opowiada o jednym z najbardziej kontrowersyjnych prezydentów USA – George’u W. Bushu. Opowiada solidnie i bezstronnie, chociaż wielu obawiało się tej opowieści.
Kim jest George W. Bush, człowiek który przez osiem lat rządził najpotężniejszym państwem świata? Absolwent prestiżowego uniwersytetu Yale, przez chwile nafciarz z Teksasu, były alkoholik i w końcu nawrócony ewangelik. Stone zadał sobie pytanie: „w jaki sposób ta ‘czarna owca’ powszechnie cenionego rodu Bushów stała się przywódcą Wolnego Świata?”.
Dlaczego Stone zdecydował się na zrealizowanie tego filmu? „Bush wywarł niesamowity wpływ na świat. Myślę, że ostatecznie pokazujemy Busha w sposób, w jaki go nikt nigdy nie widział” – mówi reżyser.
To opowieść o człowieku, który żyjąc przez wiele lat w cieniu ojca, długo walczył ze swoimi osobistymi demonami, a mając 40 lat odnalazł drogę do Boga i dokonał niezwykłego zwrotu w swoim życiu ostatecznie trafiając do Białego Domu. Opowieść, która wyszła spod ręki jednego z największych mistrzów kina.
Krotko - film jest schematyczny - jednostronny - fragmentaryczny - uproszczony - z teza. Potencjal stanowczo nie zostal wykorzystany a blysk geniuszu rezysera zaginal. A przede wszystkim - nie wywoluje emocji, a to spore przewinienie :)
O.17-03-2009, 20:33
Film nie przekonuje. Ani raz nie wierzyłem, że Josh Brolin jest Bushem. Poza tym film nie ma żadnego nastroju jak arcydzieła tego reżysera w jego lepszych czasach. Historia powierzchowna. Obraz często sprawia wręcz telewizyjne wrażenie. Dobre są role niektórych wływowych ludzi z otoczenia George'a W. Busha. Tata też niezły.