Drogi Widzu, podczas świadczenia usług przetwarzamy dostarczane przez Ciebie dane zgodnie z naszą Polityką RODO. Kliknij aby dowiedzieć się jakie dane przetwarzamy, jak je chronimy oraz o przysługujących Ci z tego tytułu prawach. Informujemy również, że nasza strona korzysta z plików cookies zgodnie z Polityką cookies. Podczas korzystania ze strony pliki cookies zapisywane są zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz wycofać zgodę na przetwarzanie danych oraz wyłączyć obsługę plików cookies, informacje jak to zrobić przeczytasz tutaj i tutaj. X


V Festiwal Twórców "Powiększenie"  >>

ZDZISŁAW BEKSIŃSKI


Ur. w 1929 r. Malarz, fotografik, rzeźbiarz. Dyplom w 1952 roku na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej. Od roku 1966 uprawia wyłącznie twórczość artystyczną. Zasłynął pod koniec lat 70-tych serią obrazów z cyklu "fotografowania wizji". W latach 80-tych reprezentowany w Paryżu przez marszanda Piotra Dmochowskiego.

Oto architekt, obdarzony okiem i umysłem zdolnym objąć otwartą przestrzeń i wprowadzić w nią swój własny ład. Oto fotograf, wybierający z rzeczywistości najbardziej dla niego fascynujące fragmenty ,z których mistrzowsko buduje znów bardzo własne kompozycje.Oto człowiek, znający największe sekrety warsztatu i tajniki sztuki, a nade wszystko obdarzony nie tylko niezwykłą wrażliwością , ale też charyzmą, siłą, pasją- cechami którymi obdarza Opatrzność, by zwykłego śmiertelnika przemienić w Geniusz twórczy. Z tych trzech, jakże autonomicznych bytów rodzi się kolejny, niczym klamra spinający wszystkie pozostałe. Zdzisław Beksiński jest bowiem dla mnie przede wszystkim malarzem. Angelo Conti powiedział, że sztuka nie jest naśladowaniem natury , lecz jej kontynuowaniem. Artysta byłby zatem tym uprzywilejowanym , który otrzymał talent i ducha, by dnia ósmego prowadzić dalej dzieło stworzenia. Owa inwestytura wiąże się jednak z dużym ryzykiem. Z jednej strony grzech pychy, z drugiej- przepaść zaniechania. By spełnić ową misję niezbędna jest nade wszystko cnota odwagi i konsekwencji, zrodzone z najczystszej potrzeby tworzenia... I tak Beksiński tworzy z samej tylko potrzeby tworzenia.
Katarzyna Napiórkowska


Zdzisław Beksiński jest postacią kultową dla kilku już pokoleń widzów. Znany głównie jako malarz, jest autorem rzeźb, grafik, a przede wszystkim fotografii. To jego fotograficzne kolaże, prezentowane wraz ze zdjęciami Bronisława Schlabsa i Jerzego Lewczyńskiego w 1959 roku, w Gliwickim Towarzystwie Fotograficznym, sprowokowały jednego z krytyków do nazwania ich ,Antyfotografią". Dzięki temu cała trójka stała się protagonistami późniejszych trendów nie tylko w fotografii, ale i sztuce plastycznej, zmierzającej do postmodernizmu. Wówczas artysta posługiwał się szokującym zestawianiem kilku zdjęć, często reprodukcji lub fotografii wykonanych ze zniszczonych, porysowanych negatywów i opatrywał je metaforycznymi tytułami. W najnowszym cyklu fotomontaży komputerowych znaleźć można wszystkie motywy twórczości Zdzisława Beksińskiego. Nadrealny klimat tych prac jest tak sugestywny, że wciąga widza w sam środek fantastycznego Świata. Świata jakby nie z tej ziemi, a jednak - przez dominujące nade wszystko szare, ołowiane chmury - tak bliskiego naszej samotnej planecie. Artysta nie nadaje już tytułów swoim pracom, są nadto wymowne. Skamieniałe ludzkie twarze, postaci utkane z ażurowych strzępów tkanin, nieprawdopodobnie ciężkie formy stojące na cienkich nóżkach, skały, w których zastygły ślady dawnego życia, antropoidalne budowle przerażające swym ogromem i bezdusznością... Ten świat znamy z malowanych obrazów artysty. W swych fotomontażach komputerowych wywołuje podobne wizje, stosując - jak dawniej w fotografiach - technikę kolażu. Posługuje się jednak tym medium, które daje nieprawdopodobne możliwości zacierania granic tych ,sklejań".

Dzięki odpowiednim programom komputerowym może tak perfekcyjnie połączyć portret mężczyzny z fotografią skały, w dodatku jeszcze wczepić w tę kamieniejącą od góry twarz metalowe klamry, że zabieg ten staje się zupełnie niewidoczny, wydaje się, że patrzymy na coś bardzo realnego. Świat wyobraźni jest zawsze niezmierzalny; z umysłu prawdziwego wizjonera wydostawać się mogą horyzonty, o których istnieniu zapewne on sam do końca nie wie. Sztuką jest użyć takiej formy ekspresji, aby ta wizja docierała do innych. W tym Zdzisław Beksiński od wielu lat jest prawdziwym mistrzem.
Agata Smalcerz


Prace Zdzisława Beksińskiego można oglądać w Galerii Festiwalowej (Plac Wolności 6) w dniach 30 maja do 12 czerwca.


Wywiad ze Zdzisławem Beksińskim

- Dlaczego i od kiedy komputer stał się Pana narzędziem pracy artystycznej?

- Komputerem posługuję się tylko do określonego typu pracy, a mianowicie do fotomontażu. Fotomontażem chciałem się zajmować jeszcze w latach 50 - tych i zajmowałem się ale metodą klasyczną: za pomocą nożyczek kleju i statywu do reprodukcji, pędzelków do retuszu i tak dalej. Teraz komputer umożliwia mi robienie tego w sposób o wiele efektywniejszy przy mniejszym zaangażowaniu powierzchni mieszkalnej.

- Jak Pan ocenia to nowoczesne narzędzie pracy?

- Komputer jest dla mnie tylko narzędziem - wszystko zależy od tego jak się je wykorzysta. Jak każde inne narzędzie ma swoje możliwości i swoje ograniczenia. Trochę inne są możliwości i ograniczenia przy malowaniu pędzlem, trochę inne przy grafice, a jeszcze inne przy komputerze. Sądzę, że nie należy tego demonizować.

- Czy komputer jest obecnie jedynym narzędziem, którym się Pan posługuje?

- Nie i pewnie nie będzie. On stał się tylko jednym z narzędzi pracy. Ja przecież nadal maluję. To jest tak, że raz mnie pociąga bardziej komputer innym razem pociąga mnie bardziej malowanie. W tej chwili więcej maluję, bo mam w perspektywie wystawę. Na komputerze wykonuję teraz jedynie techniczne roboty, np. wprowadzam skanerem zdjęcia do następnych prac i archiwizuję rzeczy na CD ROM - ach, a to drugie mogę robić, pracując równocześnie przy werniksowaniu obrazów itd. To jest kwestia jak - kiedy. Raz jest lepszy pędzel, drugi raz lepszy komputer.

- Czy dłużej maluje się obraz pędzlem czy przy pomocy komputera?

- Nie ma reguły. To wcale nie jest tak, że na komputerze można cokolwiek zrobić łatwiej albo szybciej. To jest złudzenie. Oczywiście banalny gradient czy jakiś prosty trick graficzny z menu, można zastosować rzeczywiście bardzo szybko, ale jak się chce coś konkretnego zrobić, no to po pierwsze trzeba to "zobaczyć", później trzeba myśleć, w jaki sposób to zrobić. Wymaga to dużo pracy.

- Jeżeli nie jest to tajemnicą, proszę powiedzieć jakich programów graficznych używa Pan w swojej twórczości?

- Jeżeli chodzi o fotomontaż to pracuję głównie na Photoshop 5 i obracam się w związku z tym wyłącznie w granicach grafiki rastrowej. Nie zajmuję się w ogóle grafiką wektorową. Po pierwsze ona mi zupełnie nie odpowiada. Przed laty, gdy nie było prawie polskich fontów do Macintosha, troszkę próbowałem robić coś zbliżonego do grafiki wektorowej, przerabiałem sobie z amerykańskich polskie fonty, dorabiając ogonki itd. pracowałem w programie Fontographer 4, używając krzywych Beziera. Ale posługiwanie się tymi krzywymi i wektorami, przypominało mi trochę wyplatanie koszyków w więzieniu, a nie swobodną pracę plastyczną. Oczywiście można przy pomocy tego oprogramowania zrobić każdą rzecz, tak jak można przy pomocy cyrkla czy nawet przy pomocy maszyny do pisania narysować akt lub portret i są ludzie którzy to robią, ale jest to straszliwie nieprzyjazne narzędzie dla plastyka i ja po prostu nie odczuwam potrzeby zajmowania się nim, szczególnie, że lubię swobodną deformację, swobodne posługiwanie się kreską, możliwość improwizacji w trakcie pracy itd. itd. Próbowałem jeszcze 3D, aczkolwiek nasze komputery ciągle są jeszcze zbyt wolne dla 3D. W 3D jednak istnieje ten sam problem co w grafice wektorowej, że nie istnieją jeszcze w tej chwili narzędzia, które by umożliwiały swobodną pracę kreatywną. Nadal są to jakieś poronione narzędzia do wyciskania schematycznych profilów jak z tuby i tym podobne, tak jak np. w Corel Dream.

- Czy dostępne programy graficzne uważa Pan za doskonałe, czy też mają w sobie pewne ograniczenia a jeśli tak to jakie i o jakich programach Pan marzy?

- Rozumiem, że ma Pani na myśli programy do 3D. Zapewne istnieją doskonałe programy, ale na o wiele mocniejsze komputery niż mają do dyspozycji zwykli śmiertelnicy. Zresztą nie wiem. Te programy, które umożliwiają 3D i są dostępne dla amatorów, budzą jak najdalej idące podejrzenia, że ktoś już wymyślił tą całą bibliotekę zadziałań, bo np. w takim programie jak Bryce 3D, a to jest taki popularny program właśnie do grafiki 3D, pstryka się tylko "zrób mi skałę" i on "pyk" wypluwa już taką skałę gotową, oczywiście w formie schematu. Można ją potem rozciągnąć wzdłuż, można rozciągnąć wszerz, obrócić, pochylić i tak dalej, można żądać żeby była bardziej obła lub bardziej kanciasta i renderować ją nawet portretem cioci ale kto mi ją podsunął na samym początku? Czy to jest kwestia przypadku? Czy ona znajduje się w jakiejś bibliotece? Kto jest twórcą? Bo oglądając prace wielu autorów posługujących się tym programem, odnosi się wrażenie, że są w niepokojący sposób podobne do siebie. Gdy spróbowałem na tym programie pracować, też moje prace zaczęły być podobne do innych. W tym jest jakiś ukryty kant i dlatego się tym nie posługuję. Tylko się tym zabawiam, bo nie chcę przegapić momentu, w której pojawią się takie programy, w których to ja będę od początku do końca panował nad tym co robię. Tym niemniej na razie takich programów dla amatorów nie ma. Być może naiwnie wyobrażam sobie, że powstaną programy, w których bryły i kształty będzie można kreować przy pomocy choćby rękawic wirtualnych. Wtedy będę mógł niejako rzeźbić w przestrzeni, później renderować to, co rzeźbiłem, stworzoną przez siebie mapą bitową i w ten sposób budować rzeczywistość. Natomiast nie będę zmuszony określać wszystkiego matematycznie, bo efektem jest oschłość. Zresztą jestem bardzo kiepski w naukach ścisłych i matematyce i sądzę, że jest to cecha wspólna u artystów. Przyszłość, która nadejdzie, otwiera się jednak przed 3D, a nie przed grafiką rastrową, w której pracuję. Grafika rastrowa jest jakby inną formą malowania klasycznego obrazu czy też robienia klasycznego fotomontażu. W przyszłości tzw. rzeczywistość wirtualna, która stoi tuż za progiem, będzie uzyskiwana przy pomocy programów 3D z tym, że jak sądzę, będą musiały zostać stworzone narzędzia bardziej odpowiadające swobodnej kreacji. W tej chwili praca przy 3D przypomina raczej rozwiązywanie krzyżówki, a nie swobodną kreację artystyczną.

- A jak to jest z uczeniem się programów komputerowych?

- Wymaga to pewnego wysiłku, gdyż język programów jest nieco inny niż przyzwyczajenia dotychczasowe malarza czy fotografa. Poza tym, w zależności od tego, jaka firma robiła program, to ten język jest albo bardziej przejrzysty, tak jak powiedzmy w Photoshopie, który zrobiła firma Adobe i który nie ja jeden uważam wręcz za wzór dobrego programu ale są takie firmy jak Meta Creations, które specjalizują się wręcz w tym, żeby zrobić rzecz mętną, a za to efektowną, że po prostu trzeba zgadywać co tam trzeba zrobić. To jest niby dla kręgu wtajemniczonych ale jest w praktyce nad wyraz irytujące. Są tam jakieś tajemnicze znaczki, jakieś gumowe uginające się guziki, zapalające się lampki. Wszystko to oczywiście jest szalenie efektowne ale żeby zrobić coś samemu, musi się przebrnąć przez utrudnienia, które postawili programiści. Jeżeli byłaby wśród licznych programów graficznych jakaś unifikacja interfejsów tak, żeby każdy program miał podobny interfejs, a tylko inne możliwości, to wtedy poruszanie po każdym programie byłoby dużo łatwiejsze. Tak zaś kupujemy nowy program i od razu wszystko jest całkiem inaczej. Właściwie wszystkiego się trzeba od początku nauczyć. Ja nauczyłem się tak naprawdę tylko Photoshopa i mogę posłużyć się nawet jego chińską wersją. Dostaję jednak jakiś inny, nawet czasem o wiele prostszy program i dopiero się muszę zastanawiać jak to u diaska trzeba ugryźć, żeby coś konkretnego zrobić, no a jeżeli się wchodzi w takie programy jakie robi właśnie Meta Creations, no to tam 90 proc. pary idzie w gwizdek, chodzi o to, żeby był bajer i żeby było "coś" w rodzaju wtajemniczenia, że się w to w ogóle wchodzi jak do świątyni. Ja, np. jak kupiłem Bryce, to na początku nie wiedziałem jak go mam zamknąć i dopiero okazało się, że przypadkiem kursorem najechałem w górze na czarne pole na ekranie, a wtedy zapaliło się normalne menu, którego po prostu nie było, bo było schowane. Nie wiem po jakiego diabła schowane, żeby było ładniej, czy co?

- Czy zna Pan innych artystów, którzy tworzą za pomocą komputera i czy rozmawiacie Państwo między sobą o swoich doświadczeniach w pracy artystycznej?

- Nie kontaktuję się, bo nikt z moich bliskich kolegów tego nie robi. Natomiast znam ze słyszenia ludzi, którzy to robią, powiedzmy Horowitz - robi to w Stanach Zjednoczonych - ale ja go nie znam osobiście, ani on mnie nie zna. Może obaj o sobie wiemy nawzajem, ale się nie znamy. Z moich bliskich przyjaciół nikt tego nie robi. Nawet nie posiada chyba w ogóle komputera. Waniek posiada komputer, ale pisze na nim, a nie robi grafiki.

- Ile Pana obrazów powstało w tej technice?

- To trudno jest powiedzieć ze względu na to, że ja takich obrazów, które w ciągu całego ubiegłego roku zaakceptowałem, mam kilkadziesiąt, powiedzmy pięćdziesiąt kilka czy coś takiego. Takich, które bym uważał za swoje najlepsze, to będzie najwyżej kilka lub kilkanaście. Natomiast ogólna liczba, którą zrobiłem w ciągu roku przekracza 700, ale wszystkich nie pokazuję nikomu. Są to warianty, np. robię 8 czy więcej wariantów jednej pracy, bo nie mogę się zdecydować, który wariant jest właściwie najlepszy. Tu jest właśnie zaleta i wada komputera, że on ma możliwość kreowania wariantów. Jeśli maluję obraz to nie mam jego wariantów. A tu się operuje wariantami i są później możliwości wyboru: ten ma takie walory, a ten inne. Zostawiam sobie więc na CD ROM - ie wszystkie. Mimo iż finalizuję prace na plikach 22 MB, to archiwizacja na CDR jest tak tania, że można archiwizować wszystko. Ja zwykle lubię żeby rzecz się odleżała. Jeśli się odleży przez jakieś trzy miesiące, czy cztery, to wracam do niej i wtedy nie mam już wątpliwości, który wariant mi się najbardziej podoba. Czasem jednak zaczynam wtedy rzecz od nowa przerabiać lub uzupełniać.

- Oprócz tego, że komputer służy Panu w pracy, jak Pan z niego jeszcze korzysta?

- Mam drugi komputer, Macintosh, który służy do pisania listów. Układ polskiej klawiatury jest tam bardziej przyjazny. Tym niemniej coraz trudniej mi to przychodzi. Pojawił się problem pewnego rodzaju dysleksji, co powoduje, że na klawiaturze robię same błędy, np. nie wystukam liter według kolejności i później sam zastanawiam się co ja właściwie napisałem, przecież myślałem intensywnie żeby napisać dobrze. Więc to jest chyba dysleksja. Modem mam podłączony do dużego PC, na którym pracuję nad moimi fotomontażami - u mnie wszystko jest na odwrót: Mac służy do pisania, a PC służy do grafiki. Sieć więc służy mi głównie do updatowania oprogramowania. Wykorzystuję modem czasami do korespondencji, ale niezbyt często, bo większość moich 70 letnich rówieśników nie tylko, że nie ma komputera i nie tylko że nie ma modemu, to jeszcze nawet nie wie, że na komputerze można pisać. Wyjaśniałem to niedawno swojej znajomej. Ona myślała, że komputer w ogóle nie wiadomo do czego służy, a w każdym razie nie do pisania listów. Głupie filmy nauczyły ją, że to urządzenie, któremu zadaje się pytania a ono na nie odpowiada. Więc jak się dowiedziała, że ja piszę na komputerze, to ją to niesłychanie zdumiało. Koresponduję e-mailem tylko z tymi osobami, które mają podłączenie do sieci i można im wysłać listy. Inne listy piszę na komputerze już od lat, po czym pakuję je do koperty i wysyłam.

- Czy gra Pan w komputerowe gry, np. brydża, pasjansa?

- Nie. Ja w ogóle nie gram nigdy w nic. Nie mam też żadnych gier w komputerze. Jakoś nie lubię grać i to w nic. Ani w karty, ani w gry wirtualne.

- Jak więc najchętniej spędza Pan wolny czas?

- Rzecz w tym, że trzeba go mieć. A poza tym ja chyba nie umiem wypoczywać w klasycznym tego słowa znaczeniu. Mnie męczy wypoczywanie. Jeżeli nic nie ma do zrobienia, a jest tylko leżak lub perspektywa zwiedzania, to straszliwie źle się wtedy czuję.

- Czy korzysta Pan z Internetu?

- Prawie nie. To znaczy zanim podłączyłem się do Internetu to sobie w swojej naiwności, inaczej to wszystko wyobrażałem. Widziałem film z Sandrą Bullock, chyba "System", taki sensacyjny film. Tam błyskawicznie pojawiały się całe kolumny cyfr. Przelatywały z góry na dół, uderzenie w klawiaturę powodowało, że błyskawicznie otwierało się jedne okno, później następne okno. Jedno za drugim. No wiec ja też sprawiłem sobie Internet, myślę teraz na swoim fotelu ruszę sobie w świat. Puknąłem w klawiaturę i czekam. Czekam obraca się ten globus i obraca się, obraca, obraca i ja już zacząłem mieć w tym momencie dość i bardzo szybko powiedziałem "nie". Dość. To nie dla mnie. Ja po prostu jestem zbyt niecierpliwy i nie potrafię patrzeć na coś, co tak ślamazarnie w polskich warunkach działa. Powiedziano mi, że można by było założyć specjalne łącze. Jednak 25 dawnych milionów złotych płacić miesięcznie za to żeby mieć łącze specjalne, to chyba cokolwiek za drogo. Idea Internetu jest na pewno fajna, aczkolwiek szukanie czegokolwiek w Internecie przypomina szukanie na wysypisku w Łubnej złotego pierścionka, który przez pomyłkę ciocia wyrzuciła do zsypu. Nie sposób dojść do sedna, jeżeli nie jest się specjalistą, który umie "pływać" w sieci, a na to nie mam zbyt wiele czasu i zbyt małą motywację, by się tego nauczyć. Kiedyś szukałem jednej informacji i utknąłem w połowie tzn. konkretnie chciałem błysnąć erudycją w jakimś liście i nie byłem pewien skąd pochodzi cytat, który jak się okazuje był cytatem ze św. Pawła, ale odnalazłem go po słowach tekstu i pod nim zdaje się było napisane "Kor. 1 - 13". Więc zastanawiałem się, czy są to listy do Koryntian. Chciałem sprawdzić, właśnie chyba od tego jest Internet, ale jak wystukałem "kor" to mi się pojawił Komitet Obrony Robotników i jakieś inne. Więc słowo od słowa zacząłem wchodzić na oślep już coraz głębiej i w pewnym momencie pojawił mi się jakiś angielski tekst i pytanie czy skończyłem 14 lat. Nie da się ukryć, że już dosyć dawno, więc trzasnąłem "dalej" i pojawił się tytuł "Lesbian Love" i dwie panienki gołe, które się obłapiały. Więc ja pomyślałem: jakim cudem ja od św. Pawła dobrnąłem aż tam? W prawdzie to love i tamto love, bo chodziło o tekst: "choćbym przemawiał wszystkimi językami świata, a miłości nie miał... " nie sądzę jednak że św. Pawłowi chodziło właśnie o "Lesbian Love". Może coś źle kliknąłem ale w czasie tego licznik stuka i mój własny czas też ucieka.

- Jaki jest Pana stosunek do tej galerii? Jak widzi Pan galerie tego typu w przyszłości?

- Mój stosunek jest pozytywny. Szereg osób mi ciągle powtarzało, że "tyś powinien zrobić sobie witrynę w Internecie". Rany boskie nie chce mi się - myślałem. Po prostu jestem leniwy jeśli idzie o wykonanie jakiejkolwiek roboty technicznej. Cieszę się, że ktoś mi to zaproponował i że to zrobi. No to świetnie, no to niech to będzie. Jeżeli chodzi o przyszłość: Wątpię, by sztuka w swej dzisiejszej formie mogła być pokazywana wyłącznie w Internecie. Może raczej informacja na temat sztuki. W przyszłości zresztą dynamiczny rozwój techniki i jej wszechobecność spowodują, że w cenie zacznie być rękodzieło. Dziś wraca się do starych mebli, do starych zabytków. I tak będzie chyba zawsze. Poza tym do oglądania sztuki na monitorze komputera, musiałaby powstać specjalna jej formuła i nie jest wykluczone, że powstanie, bo to co jest walorem obrazu olejnego, to zazwyczaj jest nieprzekazywalne przez środki elektroniczne, przy dzisiejszym ich poziomie. Tzw. znawca, który przychodzi oglądać obraz, cofa się i mróży oczy. Natomiast malarz jak przychodzi do obrazu, to dotyka go nieomal nosem. Obraz trzeba nawet dotknąć, popatrzeć z bliska, jaka jest faktura, jak została położona farba. To jest bardzo istotne i to wszystko diabli biorą przy elektronicznym przekazie. Nie neguję jednak istnienia galerii w Internecie. Cieszę się, że mam swoją galerię także tutaj. Zresztą na razie nie pokazuję w niej prac malarskich lecz fotomontaże komputerowe. Nie mam nic przeciwko ich upowszechnianiu, bo każdy chciałby trafić "pod strzechy", więc jeżeli Internet to umożliwia, to dobrze w nim zaistnieć.

- Ile jeszcze obrazów Pana będziemy mogli zobaczyć w naszej internetowej Galerii?

- To zależy jak długo ludzie będą chcieli oglądać moje prace. Ja, w każdym razie nie robię ich jak maszyna i aż tak szybko, jak Galeria planuje je zamieszczać. Podobno ma być 16 prac miesięcznie. Oddałem już na CD ROM - ie około 60 prac, które jednak są owocem całego ubiegłego roku. W którymś momencie rezerwy się wyczerpią. Tym niemniej jestem jak najbardziej gotowy, by wszystkie nowe prace przekazywać galerii o ile nie znudzi się nimi publiczność.

- Dziękuję za rozmowę.

- Dziękuję.

Rozmawiała Anna Pietruczak (Web Marketing S.A.) Warszawa 22 luty 1999 r.

Wywiad pochodzi z internetowej Galerii Autorskiej Zdzisława Beksińskiego: http://www.webmarket.com.pl/beksinski

Galeria najnowszych prac artysty na stronie http://www.galeria-esta.pl
Copyright 2000 © Kino Charlie - Wszelkie prawa zastrzeżone - Projekt i wykonanie CharlieWebmedia