Drogi Widzu, podczas świadczenia usług przetwarzamy dostarczane przez Ciebie dane zgodnie z naszą Polityką RODO. Kliknij aby dowiedzieć się jakie dane przetwarzamy, jak je chronimy oraz o przysługujących Ci z tego tytułu prawach. Informujemy również, że nasza strona korzysta z plików cookies zgodnie z Polityką cookies. Podczas korzystania ze strony pliki cookies zapisywane są zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz wycofać zgodę na przetwarzanie danych oraz wyłączyć obsługę plików cookies, informacje jak to zrobić przeczytasz tutaj i tutaj. X
STRONA GŁÓWNA / REPERTUAR / ZAPOWIEDZI / WYDARZENIA / FESTIWALE / KINO / CENY BILETÓW / KONTAKT
FOTORELACJE / ZŁOTY GLAN / EDUKACJA FILMOWA / CHARLIE OUTSIDE / OPEN CINEMA / SKLEP / POLITYKA RODO


POLECAMY: OSZIBARACK W ŁODZI KALISKIEJ
13 listopada 2008 r., godz. 20.00, bilety 10/15 zł, Klub Łódź Kaliska



13 listopada w czwartek o godz. 20.00 w klubie Łódź Kaliska wystąpi grupa OSZIBARACK.

Bilety przedsprzedaż 10 zł w dniu koncertu 15 zł.

Öszibarack - wrocławski zespół muzyczny, którego stylistyka to połączenie alternatywnej elektroniki oraz popu i tanecznych brzmień. Nagrywają dla wytwórni 2-47 Records. Wokalistka zespołu, DJ Patrisia, jest także wokalistką zespołu Husky. Nazwa zespołu to po węgiersku "brzoskwinia".

Wrocławska formacja powstała w 2004 roku za sprawą czwórki muzyków: dj Patrisii (znanej frontmenki zespołu HUSKY), producenta i kompozytora Agima, perkusisty Zmazika i basisty Tomka. Swoją karierę rozpoczęli od umieszczenia utworu "SKIRTS UP!" w zabawnej komercyjnej reklamie HEYAH (Kuźnia). Zaraz potem utwór ukazał się na singlu, który już teraz przechodzi do polskich pozycji kultowych wytwórni 2.47 records prowadzonej przez leadera Agressivy69, Bodka Pezdę.

W 2008 roku zespół wydał płytę pod tytułem "Plim Plum Plam".

Oszibarack planuje wydać w przyszłym roku koncertowe DVD.

Zespół cały czas nosi w sobie niedosyt - tylko jeden klip do kawałka "Surfin' Safari" to zdecydowanie za mało! Co prawda powstaje klip do "Liquid Song" na bazie wesołej kreski Marcina Karolewskiego, ale jest to przedsięwzięcie mocno czasochłonne, dlatego jeszcze trochę sobie poczekamy :)

Tymczasem mnożą się pomysły w głowach, nowe, bajkowe skojarzenia - wszystkie nasze inspiracje, bajki i wątki zbiegną się na muzycznym DVD. Produkcją zajmie się grupa działań artystycznych Hermetyczny Garaż.

Niezależnie powstaje także film o życiu Oszibaracka. Podglądany okiem kamery na próbach, w drodze na koncerty i na samych koncertach zdaje się czasem zapominać o kamerze i to jest najlepsze!

Premiera w 2009!

http://www.oszibarack.pl/

http://www.myspace.com/oszibarack


Recenzje ostaniej płyty - Plim Plum Plam

Na pewno nie jest to przeciętna płyta. Przyciąga już sama okładka. Kolorowa, filuterna i zwyczajnie ładna. Dokładnie taka, jak muzyka Öszibarack na "Plim plum plam".

Komu tytuł kojarzy się z niezobowiązującym plumkaniem, muzyką tła, włączając płytę, bardzo się zdziwi. Öszibarack przygotował bowiem zestaw bardzo wyrazistych piosnek. Muzycy przyznają się do inspiracji twórczością Glenna Millera. I rzeczywiście, są dęciaki, jazzowo-swingowe patenty i swoisty, nieprzytłaczający przepych. Z tym, że w połączeniu z elektroniką i poszatkowanymi rytmami nagrania bardziej przypominają szaleństwa Matthew Herberta. Niektórzy uznają podobieństwo za wadę, ale - nie oszukujmy się - mało co na tym świecie brzmi tak wspaniale, jak muzyka Herberta.

Zresztą, na albumie dzieje się znacznie więcej. W karkołomnych nieraz układach łączą się jazz, techno, electro. Tańczą trąbki, coś chrobocze, coś skrzeczy, buczy a DJ Patrisia w typowy dla siebie sposób kwili, popiskuje i śpiewa. Pomimo pozornego natłoku aranży, pomysłów i warstw, kompozycje pełne są przestrzeni, przez co brzmią lekko i frywolnie. Co jednak najważniejsze, do znanej z debiutu "Moshi Moshi" dźwiękowej wyklejanki, artyści dodali... melodie. W ten sposób "Plim plum plam" to najbardziej wysmakowana z wersji popu, z tak udanymi propozycjami jak "Anchor Up", "Toss Your Lasso" czy "Point Blank". Niebanalna, delikatnie wymagająca, ale zwiewna i urokliwa.

Longplay ma jeszcze jedną zaletę. Całość zaśpiewana jest po angielsku, dzięki czemu z miejsca nadaje się na eksport.

Anna Szymla
muzyka.wp.pl

"Öszibarack" powinno znaczyć "czarodziej". Bo tak magicznej muzyki na polskim rynku nie było już dawno.

Znacie jakieś polskie, świetnie zapowiadające się zespoły? Pewnie nawet jeśli, to wszystkie grające rocka. Ale to nie chłopcy z gitarami mają największe szanse, by sprzedać się za granicą, a rodzimi autorzy nowych, tanecznych brzmień. Tacy jak Öszibarack. Zespół Patricii, Agima, Zmazika i Dogiela to kolejna - po Miloopie - wrocławska grupa, której z powodzeniem idzie robienie nowoczesnej muzyki. O ile po debiucie "Moshi Moshi" sprzed czterech lat, można było ich postawić w gronie największych nadziei polskiej fonografii, o tyle album "Plim Plum Plam" jednoznacznie daje nam do zrozumienia, że ten zespół to tak naprawdę jeden z najciekawszych przedstawicieli ambitnego popu w Polsce.

Öszibarack swój nowy longplay po brzegi wypełnił atrakcyjnymi - na wpół elektronicznymi, na wpół żywymi - brzmieniami. Z silnym wsparciem sekcji dętej, grupie udało się połączyć retro z futuro. Eklektyczne dźwięki mają w sobie wiele z klimatu lat 70., z czasów kiedy dominowały bigbandy, a jednocześnie słychać w nich echa współczesnych, tanecznych parkietów. I choć może wrocławianie nieco rozminęli się z zapowiedziami i porównaniami do Royskopp, Moloko, czy LCD Soundsystem, to i tak zaserwowali na tyle atrakcyjną płytę, że możną ją spokojnie eksportować za zachodnie granice. Öszibarack swoim nowym albumem zasłużył, by zrobiło się o nim naprawdę głośno.

Bartek Kot
onet.pl

Gdy ktoś mi mówi lub pisze "słuchaj, mam dla Ciebie rewelacyjną płytę" to zazwyczaj reaguję trochę tak, jak na jeża. Wrodzona nieufność każe mi najpierw obwąchać tę płytę, sprawdzić czy nie gryzie, nie razi prądem, dopiero potem wrzucic ją do odtwarzacza i... przepaść. W przypadku drugiego krążka Őszibaracka głęboko, na samo dno... Słucham tego krążka już któryś raz z rzędu i nie mogę się uwolnić. Przede wszystkim dlatego, że daje mi niesamowitą radość. Luz, który wynika z umiłowania Őszibaracka do swobodnej zabawy, mieszania z pozoru sprzecznych ze sobą struktur, form, muzycznych epok bo przecież mamy tu doczynienia zarówno z partią żywych brzmiących jak swing z przełomu lat 30/40-tych dęciaków, żywe smyki ("Motocross"), a więc i jakieś ślady orkiestrowe z czasów świetności orkiestr i Glenna Millera oczywiście. W "Play it again" mamy echa niemieckiej i japońskiej elektroniki: Roberta Lippoka z To Rococo Rot, Tarwatera, Chica & The Folder, Mico. A noszący ten sam tytuł co pierwsza płyta surf rockowych Beach Boysów kawałek, "Surfin` Safari" nie bez kozery do niej nawiązuje. Przeciwwagą dla BB jest hołd złożony "The Beatlles: w "Twitter". Dużo dużo wszystkiego! To czuć, to bogactwo, słychać je, w każdym momencie "Plim plum plam". Ale w przypadku Őszibaracka podane jest ono bezpretensjonalnie, bez odęcia, w sposób absolutnie swobodny. Agim Dzeljilji (programista, producent m.in. NOT, Nina Stiller), Patrycja Hefczyńska (wokalistka, Husky), Zmazik (perkusista, Hurt) i Tomek Dogiel (basista, Őszibarack) tworzą to bogactwo nie poprzez napakowanie w muzykę wszystkiego co im przyjedzie do głowy (a przychodzi sporo), ale przez dźwiękowe niuanse, które zostały odpowiednio dobrane a następnie do perfekcji dopieszczone. Na przykład całkowicie zamierzone i celowe było zaproszenie do udziału w nagraniach albumu wrocławskich filharmoników oraz Bartka Bobera, skrzypka z formacji Digit All Love, Tomasza Ziętka z Loco Star (trąbka). Z drugiej strony wiele niuansów powstało poprzez nieświadome działanie, zabawę beatami, linią melodyczną.

Muzyka na tym albumie została mi przedstawiona jako klubowa. Muszę się niezgodzić z tą klasyfikacją. Owszem, aranżacje i klimat ciążą wyraźnie w kierunku popu ("Point blank", w którym śpiew Pati daje groove jak z party na Ibizie), cholernie tanecznego popu, zwłaszcza w takich kawałkach jak "Surfin` Safari" czy nawet electro ("Stop calling me skinny"), to już rozbudowana sekcja puzonu, fletu, trąbki, waltorni i tuby już w stronę jazzu i kameralistyki. Wrócę jednak na chwilę jeszcze do tego utworu "Point blank" bo mnie mocno zaintrygował brzmieniem thereminu (obecnego także w "Molly" i "Play it again"), który przydał temu kawałkowi bardzo filmowy klimat. Co ciekawe i istotne specyficzne przypominające skrzypce brzmienie tego instrumentu było wykorzystywane w latach 60/70-tych przez muzyków rockowych. Theremin (wykorzystywany często również na scenie niemieckiej w tak zwanej miękkiej elektronice, niekwestionowaną jego mistrzynią jest Doris Chrysler z Nowego Yorku) to kolejny żywy dowód na istnienie inspiracji Őszibaracka The Beach Boys. Posądza się nawet o wykorzystywanie tego urządzenia przez Beach Boysów przy nagraniu utworu "Good Vibrations". Faktycznie użyli oni jego taniej podróby - electro-thereminu ;-)

Moim zdaniem najnowszy album wrocławskiego Őszibaracka wyrasta poza ramy klasycznie rozumianej muzyki klubowej, poza możliwości przeciętnego klubowego tancerza nieprzywykłego do tylu lapotopowych sprzężeń, pierdzącej elektroniki oraz tak bezlitośnie rozpędzonej, motoryki perkusji jaka jest na "Plim plum plam". Nie do końca nadaje się do parkietowego użytku. Oczywiście klimatem tak, dzięki nieskrepowanej zabawie, dużej dawce wygenerowanych przez wokal Patrycji emocji i gumie balonowej. O właśnie! Jak będziecie szli na koncert Őszibaracka zabierzcie ze sobą duuuużo gumy balonowej, z której można robić balony i procę. Ona świetnie oddaje nastrój tego albumu balansujący pomiędzy angielską elegancją a wyluzowaniem.

Tym razem moja nieufność okazała się być mocno na wyrost. Płyta jak i jej opakowanie re-we-la-cyj-ne. Wrocław znowu rządzi. [8/10]

Ewa Kuba
alternativepop.pl

Ich najnowszy album zapowiadany był w bardzo efektowny sposób. Formację porównywano do takich tuzów jak Moloko, Royksopp, Lcd Soundsystem czy Mouse On Mars, jednocześnie podkreślając, że nasz naród będzie mógł chwalić się krążkiem "Plim plum plam" całemu światu. Do tego padały takie slogany jak: "Najbardziej oczekiwany klubowy album 2008 roku...". Dzisiaj, mając już za sobą oficjalną premierę, możemy wreszcie sprawdzić, co tym razem spłodziła grupa Oszibarack i ile prawdy było w tych buńczucznych zapowiedziach.

Zabierając się za ich nowy materiał, miałem w pamięci przede wszystkim utwory: "So Close, So Far Away", "Skirts Up!" (znany z reklamy) czy też "Moshi Moshi" - dla mnie najbardziej charakterystyczne kawałki z debiutanckiego Oszibarack krążka pt. "Moshi Moshi" (2004 rok). I mimo, że wiem jak dużo zamieszania uczynili wrocławianie na ówczesnym, polskim rynku, to płyta ta nie potrafiła mnie przyciągnąć na dłuższy czas. Dlatego moje zainteresowanie wzrosło dopiero, kiedy dotarły do mnie pogłoski o sporym zwrocie twórczości Oszibarack w stronę popu, a także o celowaniu już nie tylko w nasze, ale w światowe gusta fanów - stąd też wszystko śpiewane jest w języku angielskim. Wreszcie weryfikacją tego zbioru słownych obietnic i spekulacji okazał się singiel "Toss Your Lasso".

Kawałek przeznaczony początkowo dla Noviki, potwierdził popowe aspiracje grupy. Jest dużo żwawiej, taneczniej i przyjemniej. Ciepła elektronika miesza się z żywymi i pobudzającymi instrumentami dętymi, a wszystko, łącznie z klubowym wokalem Dj Patrisii, zachęca do transowych kołysań. Podobnie działa pierwszy na płycie, minimalowy "Anchor Up", który jednak swoim stonowaniem stanowi swoisty pomost pomiędzy starym i nowym albumem. Tak spokojnych numerów znajdziemy jeszcze kilka (np. "Play It Again"), ale dominują i tak, mimo wszystko, bujające dźwięki.

Całego "Plim plum plam" słucha się z prawdziwą przyjemnością - nie ma nużących kompozycji, a i odbiór nie wymaga zbyt wielkiego wysiłku. Do tego widoczne są wpływy muzyki z dawnych lat, nawet sześćdziesiątych (głównie sekcja dęta, chociażby w świetnym, bigbandowym "Point Blank"), a także elementy electro, techno czy minimalu. Mieszają się nie tylko gatunki, ale też stylistyki, konwencje i nastroje. Co więcej, materiał zdaje się być maksymalnie dopracowany - słychać, że muzycy spędzili w studiu bardzo dużo czasu, ale do tego nie brakuje w ich twórczości dystansu, przymrużenia oka, a nawet kiczu (np. Surfin Safari"). Dostajemy zatem solidną porcję dobrego, wysokogatunkowego, eklektycznego electro - popu.

Po wnikliwym przestudiowaniu całej tracklisty stworzonej przez Agima, Zmazika, Tomka i Dj Patrisie, muszę przyznać, że póki co, jest to rzeczywiście najlepszy klubowy album tego roku w Polsce. Co z tego wyniknie na dłuższą metę - nie wiem, ale już dzisiaj jestem skłonny stawiać Oszibarack w jednej linii ze Smolikiem i Pati Yang, którzy dla mnie stanowią najlepszą, eksportową wizytówkę polskiej sceny alternatywnej. Oby takich płyt i twórców było u nas jak najwięcej.

Michał Perzyna
www.80bpm.net

Repertuar

Wydarzenia

Kino

» REZERWACJA BILETÓW


www.OpenCinema.pl
Zapraszamy do współpracy przy
organizacji kina letniego



Copyright 2018 © Kino Charlie - Wszelkie prawa zastrzeżone / Polityka RODO / Polityka Cookies